Rozdział 5: Urządzenie


SAM

Dzisiaj umówiłam się z Jasonem na rozmowę przez Skype. Mam nadzieję, że nie zapomniał. Jest moim drugim najlepszym przyjacielem. Bo pierwsza jest oczywiście Emily. Ale ona jest obecnie zajęta przygotowaniami do szkoły. Wiecie, taki szkolny kujon. Nie mówię, że jestem jakoś bardzo mądra, ale trochę mi się od niej udzieliło. Byłam tylko czwarta w klasie. Zawsze poza podium. Ale fart, prawda? Jestem ciekawa jak to będzie w tej szkole. Max ma mi dzisiaj wszystko powiedzieć. A przynajmniej obiecał, że mnie oprowadzi i zapozna z tak zwaną hierarchią szkolną. Mam szczęście, że jego "ziomek" chodzi do tej szkoły. Ma na imię Carter. Mam go dzisiaj poznać. No dobra. Czas pogadać z Jasonem. Zdążyłam się z nim przywitać, gdy do mojego pokoju wszedł Max.
- Cześć - powiedział - Mam do ciebie sprawę.
- Cześć - powiedziałam i odwróciłam się do komputera. Wpadł mi do głowy pewien pomysł. - Poczekasz chwilę ? Zaraz wrócę. - powiedziałam do Jasona, a on oczywiście się zgodził - Dzięki. To do zobaczenia za chwilę i nie waż się wychodzić Jason. Na razie. - oczywiście nie wyłączyłam rozmowy, a Jasonowi napisałam, żeby się nie rozłączał, był cicho i słucham, bo chciałam, żeby Jas ocenił mojego nowego kolegę. Oczywiście tak zrobił i uśmiechnął się do mnie. Ale ja się nie zdradziłam, tylko udawałam, że jestem bardzo szczęśliwa. - O co chodzi? - zapytałam.
- Pamiętasz, że miałem cię oprowadzić po mieście i przedstawić moich przyjaciół ? - zapytał
- No pewnie, że pamiętam. A co? Nie dasz rady? - odparłam.
- Skąd wiesz ? - po prostu znam ludzi
- Po twojej minie. Spoko. Innym razem. - dlaczego uśmiech nie znikał mi z twarzy? Ach. Wiem. Bo jestem dobrą aktorką.
- Ja nie dam rady, ale może to zrobić moja przyjaciółka. Ma na imię Ali. Jak chcesz może cie oprowadzić i może pozna cię z innymi. Co ty na to? - zapytał. Na początku się zdziwiłam, ale co mi szkodzi poznać jego przyjaciółkę? Może się zakolegujemy.
- Dla mnie spoko. I tak nie mam, co do roboty. Mam tylko trzy pytania. - muszę wiedzieć, co takiego ważnego przekreśliło jego wczorajszą obietnicę.
- Pytaj śmiało - odparł. Nawet się nie zastanawiał.
- Po pierwsze: Przyjdzie po mnie, czy mamy się gdzieś spotkać, albo ja mam pójść do niej? - oczywiście chodziło o... o Ali. Tak. Tak ma na imię.
- Przyjdzie do ciebie. Pytaj dalej.
- O której godzinie?
- O trzeciej. I zostało ostanie pytanie. - no jak tak bardzo chce to nie będę się opierać.
- Dobra. Co to za ważna sprawa, że nie możesz zrobić tego ty? - zapytałam
- No wiesz... - i się zaciął. Zaraz zacznie kłamać. Widzę to po jego twarzy. Jas pewnie ma ubaw.
- Ej. Mam prawo wiedzieć. Najpierw mi coś obiecujesz, a później mnie wystawiasz. Powiedz dlaczego. - teraz Jas pewnie już pęka ze śmiechu. Nadal nie odpowiadał, więc zapytałam:
- No więc? - uniosłam brew w pytającym geście dla lepszego efektu.
- Moja babcia miała wypadek. Leży w szpitalu. - spojrzałam na niego przenikliwie, żeby myślał,że analizuję, czy mu uwierzyć. Ale ja już dawno wiedziałam, że będzie kłamał. Ale postanowiłam udawać wierząca we wszystkie kłamstwa dziewczynę. Musiałam tylko dowiedzieć się jak ma na imię babcia, bo mogę się trochę pobawić, jak do niego przyjdę.Na przykład pójdę odebrać Mike od Petera i Lizy.
- Przykro mi. - powiedziałam - A jak babcia ma na imię ?
- Elizabeth. - tu też skłamał, bo za szybko wypowiedział jej imię, a jego oczy podpowiadały, że bał się, że wszystko się zaraz wyda. - To mama mojej mamy jeśli chcesz wiedzieć. - wyjaśnienie. Kolejny znak, że kłamie.
- Pozdrów ją ode mnie. - powiedziałam
- Pozdrowię - odpowiedział - A teraz już muszę lecieć. Na razie. - a gdzie mu się tak śpieszy?
- Poczekaj. Odprowadzę cię. - powiedziałam
- Nie musisz. Chłopak na ciebie czeka. Nie będę dłużej wam przeszkadzać. - myślałam, że zaraz pęknę ze śmiechu. Jas moim chłopakiem? Nie, że nie mógłby nim być, tylko to tak nie bardzo mi pasuje.
- Taką chwilę jeszcze poczeka. - odparłam, by uwierzył, że mam chłopaka.
- Jak chcesz - odparł.
- Chcę. - odpowiedziałam.
Odprowadziłam go do drzwi. Zapytałam się jeszcze o parę spraw i powiedziałam, że naprawdę mi przykro z powodu babci. Gdy zamknęłam za nim drzwi,  pobiegłam od razu do pokoju. Przecież chłopak nie może na mnie czekać. Gdy już założyłam słuchawki i spojrzałam na ekran ze śmiechem, zauważyła, że Jasa nie ma.
- Jas ? Jesteś tam? - zapytałam niepewna.
- Jestem. Jestem. Tarzam się po podłodze ze śmiechu. - powiedział, a w jego głosie słyszałam, że uśmiał się po pachy.
- Mój chłopaku podnieś się z podłogi. Nie chcę, żebyś tarzał się po ziemi. Przecież się ubrudzisz. - powiedziałam za śmiechem.
- Dobrze już, kochanie. Już wstaje. - odparł także ze śmiechem, a za chwilę na ekranie pojawiła się jego twarz.
- To jak go oceniasz ?
- Najpierw ocenię ciebie, Sami. - lubiłam jak tak do mnie mówił. Tylko on i Emily mogli tak do mnie mówić. A i jeszcze Mike. - Jesteś świetną aktorką.
- Och dziękuję ci, Jasonie Adlerze. Jeśli chcesz to dam ci mój autograf ?
- Oczywiście panno Samantho Parker. - Wysłałam mu zdjęcie moje podpisu. Wygłupialiśmy się tak jeszcze dwie godziny. Potem musiałam kończyć, ponieważ zbliżało się moje spotkanie z Ali. Pożegnałam się z Jasem. Gdy przyszła Ali byłam gotowa. Moje włosy także.O dziwo. Otworzyła drzwi i powiedziałam:
- Ty pewnie jesteś Ali, - co innego miałam powiedzieć? - miło mi cię poznać. - wyciągnęłam do niej rękę.
- Ty jesteś Sam ? - kiwnęłam głową na znak potwierdzenia - Mi także miło cię poznać. - wyszłyśmy z domu, a Ali zapytała:
- Max powiedział ci, dlaczego nie może oprowadzić cię osobiście ? - to była okazja do kolejnego pokazu aktorstwa.
- Tak. I bardzo przykro mi, że tak się stało. Pewnie teraz strasznie cierpi. Widziałam jaki był smutny, gdy mi to mówił. Znasz ją ? - odparłam ze smutna miną, a Ali zatrzymała się i spojrzała na mnie osłupiała.
- O czym ty mówisz? - zapytała. Ale mi się chciało śmiać.
- No o jego babci. Przecież miała wypadek. - powiedziałam z miną "o co w tym wszystkim chodzi" .
- Przecież jego obie babcie nie żyją. - powiedziała Ali.
- Naprawdę ? - powiedziałam, ale nie wytrzymałam i zaczęłam się chichrać.
- Z czego się śmiejesz ? - zapytała Ali z niewierzącą miną
- Z tego, że się nabrałaś, że uwierzyłam w kłamstwo Max'a.
- Tak powiedział ci Max ? Mogłam się tego po nim  spodziewać.
- A tak naprawdę, to o co chodzi? - zapytałam już na poważnie.
- Ma dzisiaj drugą rocznice z dziewczyną.
- Serio? - zapytałam - To dlaczego nie chciał mi powiedzieć? Myślał, że jej powiem, że zapomniał? Przecież nawet jej nie znam.
- Ale poznasz, bo będziesz chodzić z nią do AAoDA. Ale teraz poznasz kogoś innego. Najlepszego przyjaciela Max'a, czyli Cartera. Także chodzi do tej samej szkoły, co Meg.
- Max mówił mi o nim. Ale nie za dużo. A o tobie nie mówił nic. Może ty coś powiesz?
- Spoko. Mogę coś opowiedzieć, zanim nie przyjdzie Cart. Może usiądziemy?
- Dobra. To opowiadaj.
- To tak. Nazywam się Alison Brown. Ale mów mi Ali. Mam 17 lat i chodzę do Szkoły Prawniczej w CUNY. To tam, gdzie Max, tylko, że on ma inny kierunek. Co jeszcze? Interesuje się muzyką i sportem. Jestem kujonem i uwielbiam książki. Teraz czas na ciebie.
- Dobra. Nazywam się Samantha Parker. Ale mów mi Sam. Też mam 17 lat i będę chodziła do AAoDA. Przeprowadziłam się niedawno z Anglii i poszukuje nowych przyjaciół. Interesuje się muzyką oraz lubię fotografować. Moją pasją jest aktorstwo. Uwielbiam czytać, ale oglądać filmy również. I jak?
- Co jak? - zapytała
- No co o mnie sądzisz?
- Chyba cie polubię. A teraz czas poznać Carta. Już idzie.
Oczywiście poznałam Cartera. Był miły i przystojny. Przedstawił się szybko, ja siebie, a później przeszliśmy do hierarchii szkolnej AAoDA. Nie było, aż tak źle, ponieważ to szkoła tylko na dwa lata. Ale mimo wszystko wiedziałam, z kim się mam nie zadawać. Najlepiej trzymać się Megan i Cartera. I tak zrobię. Pochodziliśmy trochę po mieście, a później odprowadzili mnie do domu,a sami poszli na jakąś imprezę. Gdy weszłam do domu na zegarku była godzina 8:00 wieczorem. Poszłam do swojego pokoju, przebrałam się w piżamy i poszłam spać. Następnego dnia wstałam o 4:00 rano. Przebrałam się w dresy, w uszy włożyłam słuchawki i wyszłam pobiegać. Gdy wróciłam, przed sąsiednim domem ktoś siedział. A kto? Max. Gdy mnie zauważył, od razu wstał. Chyba na mnie czekał. Ale skąd wiedział, że biegam wcześnie rano? Gdy do niego pobiegłam powiedział:
- Muszę ci coś pokazać. Możesz do mnie później przyjść ?
- Co? Po co?
- Po prostu przyjdź.
- Spoko. No chyba, że mogę teraz. A nie przepraszam. Megan pewnie jeszcze śpi. Nie chcesz jej denerwować. Spoko. To do zobaczenia później. - powiedziałam,a Max osłupiał. Jakby ducha zobaczył. I dobrze. Poszłam do domu. Wzięłam prysznic , przebrałam się w czyste ciuchy i wzięłam się za czytanie książki. Dopóki nie wybiła 12:00 w południe, czytałam. Po dwunastej zebrałam się i poszłam do Max'a. Gdy tam weszłam od razu poszliśmy do jego pokoju. Pokazał mi dziwne lustro i kazał dotknąć. Nie wiedziałam o co mu chodzi, ale nie chciałam go bardziej denerwować. I tak był już nieźle podenerwowany. Gdy dotknęłam tego lustra, nagle pokazał się na nim dziwny napis, a Max powiedział:
- To samo stało się wczoraj.
Spojrzeliśmy na siebie. A na lustrze pisało:

"Bo do tanga trzeba dwojga"


0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

Obserwatorzy