Rozdział 3: Przyjaciel

SAM

Wstałam dzisiaj wcześnie, ponieważ muszę rozpakować pudła, które wczoraj zostały tutaj wniesione przeze mnie i mojego nowego sąsiada. Tylko, że już nie pamiętam jak miał na imię. A był taki miły dla mnie. Może pomoże mi się tutaj rozejrzeć. Dzisiaj idziemy do niego i jego rodziny na "przywitanie się". Mama uwielbia takie spotkania. Właściwie to ona miała zaprosić sąsiadów, ale oni nas uprzedzili. W sumie to się cieszę, ponieważ nie muszę nic szykować, starać się za dużo i wymyślać co tu jeszcze pomóc mamie. Spotkanie odbędzie się o 18.00, więc mam jeszcze czas na przygotowania. Albo na rozpakowanie pudeł. No to czas się brać do pracy.

6 godzin później...

Wreszcie skończyłam. Jak się cieszę, że mam to za sobą. Teraz trzeba się uszykować. Ale w co się ubrać. Właściwie to założyłabym jakieś spodnie i koszule, ale mama powie, że tak nie wypada. No i pewnie będę musiała założyć sukienkę. Albo spódniczkę (zdecydowanie wolę to drugie). A więc spódniczka. Żeby nie było tak elegancko, założę do tego prostą koszulkę (oczywiście bez nadruku).
A spódniczka? Hm..... Może taka biała, lekko rozkloszowana. I taki kremowy top. To będzie odpowiedni strój. No to czas się ubrać i ... Uczesać!!!! Jak ja nienawidzę dobierać fryzur. Za to malować się (powiedzmy, że jestem w siódmym niebie jak się maluję). Ale zostawmy makijaż w spokoju. Teraz trzeba uporać się z moimi niewdzięcznymi włosami. Brudny blond, nie krótkie, nie długie, prosta grzywka. Wszystko by było dobrze, gdyby mi nie sterczały na wszystkie strony. Dlatego zazwyczaj zawiązuje je w luźnego koka. Ale teraz nie mogę tak zrobić. Może...Wiem! Uczeszę się w warkocza francuskiego.O tak! To będzie idealne rozwiązanie. A może związanie. Nieważne. No dobra nie planujemy, tylko działamy. Najpierw ubranie... Ok. Gotowe. Ach zapomniałam o butach. Może na obcasie. Nie to będzie przesada. Lubię obcasy, ale nie zawsze lubię się w nich pokazywać. No to może na grubym niskim obcasie. O tak! Mam takie buty! I to jeszcze w odpowiednim kolorze. Takie kremowe na niskim grubym obcasie... Dobra. Gotowe. Teraz makijaż. To nie zajmie długo. Tylko rzęsy, puder, róż, korektor, cienie, podkład itd. Zaraz wracam... I gotowe. No to przejdźmy do najtrudniejszej części wystroju. Chyba pójdę z tym do mamy. Ona jest ekspertką w fryzurach. No przecież jest fryzjerką. Poszłam do mamy. Za 30 minut moja fryzura i ja byłyśmy gotowe. Miałam jeszcze trochę czasu, więc postanowiłam zadzwonić do Emily. Nasza rozmowa nie była długa, ponieważ ona już miała się kłaść do spania, gdyż u niej była 10:00 wieczorem, a u mnie dopiero 5:00 po południu. Będę musiała do niej dzwonić około południa. Wtedy sobie pogadamy. No dobra czas się zbierać. Tata uwielbia być punktualny, więc musimy wyjść zgodnie z jego zegarkiem. I oczywiście się nie spóźniliśmy. Byliśmy nawet przed czasem. Aż dwie minuty. Oczywiście musieliśmy się przedstawić.
- Ja nazywam się Jane, to jest Gregor. - zaczęła mama, a teraz pokazała na mnie i Mika - A to nasze dzieci. Najstarsza Sam i młodszy Michael.
-Miło was poznać. Ja jestem Stephanie, to mój mąż Joseph. A dzieci....- nagle zamarła, jakby coś ją wystraszyło. - Przepraszam. - powiedziała i wskazał na dwójkę dzieci - To nasze dzieci. Peter i Lizy. Niestety najstarszy syn jest jeszcze u kolegi, ale zaraz powinien przyjść
- A jak ma na imię? - spytał tata
- Max. Ma na imię Max. - opowiedział tata Max'a.
To teraz już wiem jak ma na imię. Max. Spoko. Może tym razem zapamiętam.
- Zapraszam do środka. - powiedziała mama Max'a
Weszliśmy do pięknego domu, urządzonego w taki sam sposób jak nasz. Inne było tylko rozmieszczenie pokoi. Jak odbicia lustrzane. Weszliśmy do wielkiego salonu, w której była piękna kanapa po jednej, a duży stół po drugiej.
-Czego się napijecie ? - zapytała pani Stephanie.
-Herbaty. - opowiedziała za nas mama. Oczywiście nie miałam nic przeciwko, ponieważ uwielbiam herbatę. To mój ulubiony napój, zaraz po cappucinie z dwoma łyżeczkami cukru brązowego i łyżką ciepłego mleka.
-Dobrze. Zaraz podam. - powiedziała, a my usiedliśmy do stołu.
Nie zdążyliśmy powiedzieć słowa, a ktoś wszedł do domu. "To pewnie ich syn - Max. Ale fajnie zapamiętałam jego imię." pomyślałam, a pan Joseph wstał od stołu przeprosił nas na chwilkę i odszedł w stronę ganku. Słyszeliśmy przez chwilę jakieś przyciszone rozmowy, ale nie zajmowało to długo naszej uwagi, ponieważ pani Stephanie weszła z pięknymi filiżankami pełnymi herbaty. Zaczęła nam zadawać pytania takie jak: Z kąt się przeprowadziliśmy? Ile ja i Michael mamy lat ? I wiecie co się okazało? Uwaga! Max jest o rok starszy ode mnie, a Peter i Mike są w tym samym wieku. Przynajmniej Mike będzie się miał z kim się  bawić i nie będzie mnie dręczył, żebym się z nim pobawiła. I wiecie co ? Jak tylko padła odpowiedz na pytanie o wiek, chłopcy pobiegli się pobawić, oczywiście wzięli też ze sobą małą Lizy. A ja zostałam sama. Ale nie na długo, bo w tym momencie wszedł Max ze swoim tatą. Oczywiście cały był czerwony. Chyba ze wstydu, że się spóźnił. Przywitał się z nami , spojrzał na mnie dziwnie i poszedł gdzieś. Co miał znaczyć ten wzrok? Chyba nic dobrego. Oczywiście zaczęłam spekulować, o czym rozmawiali Max i jego tata. Może o mnie. Albo wcale nie. Może po prostu nie wiedział gdzie spojrzeć i spojrzał właśnie na mnie. Najpiękniejszą kobietę na świecie. Ha ha ha ha ha. Nie no teraz to przesadziłam. Ale nie szkodzi pomarzyć. Teraz dosiadł się do nas pan Joseph. Od razu zaczął mówić:
-Przepraszam za syna. Za dużo ostatnio imprezuje, bo przecież to koniec wakacji i zaraz zacznie się nauka. Ja wszystko rozumiem. Ale dzisiaj przesadził. Przepraszam za niego jeszcze raz.
-Nic się nie stało. Nasza córka też nie jest święta. Także chodzi na imprezy, więc pana rozumiem. - opowiedział tata, a ja miałam ochotę kopnąć go pod stołem. Przecież nie musiał mnie upokarzać przed nowo poznanymi ludźmi.
-Ach. Zostawmy tą sprawę w spokoju. Max zaraz przyniesie przepyszne ciasto. Zrobione specjalnie na tą okazję. - powiedziała pani Stephanie.
- Nie musiała pani się trudzić. Niepotrzebnie to pani robiła. - odpowiedziała mama.Pani Stephanie prawie zadławiła się herbatą, a później się zaśmiała i odpowiedziała mamie:
- Och to nie ja robiłam to ciasto. Ja nie umiem gotować i piec. To nie dla mnie. Ale ciasto oczywiście nie jest kupne. Robił je Max.
Teraz to ja się prawie zadławiłam, ale zdążyłam to ukryć i nikt nie zauważył. Oczywiście w tym momencie wszedł Max z pięknym ozdobnym talerzem,a na tym talerzu oczywiście było pięknie wyglądające ciasto. Mam nadzieję, że smakuje tak jak wygląda. Oczywiście, gdy ciasto znalazło się na stole mój i Max'a tata wzięli się za "próbowanie". obie mamy spojrzały po sobie i zaczęły się z nich śmiać, a ja i Max nie wiedzieliśmy co robić. Max usiadł obok mnie i powiedział:
- Cześć. Jestem Max. Pamiętasz mnie ? - zapytał z załopotaniem. Już miał wyjaśniać, kiedy się spotkaliśmy, ale mu przerwałam.
- Oczywiście, że cie pamiętam. Pomagałeś nam przy wnoszeniu pudeł. Tylko nie wiem, czy ty pamiętasz mnie. - uniosłam jedną brew w górę.
- A dlaczego miałbym nie pamiętać ? - zapytał
- No wiesz byłeś strasznie pijany,a większość pudeł które niosłeś była trzykrotnie lżejsza od moich. - zaśmiałam się.
- Naprawdę ? Przepraszam, ale nie pamiętam prawie nic.- zaczął znowu się tłumaczyć, ale ja znowu mu przerwałam.
- Nie no żartuje. Byłeś bardzo pomocny. Ale parę razy się wywaliłeś  się na schodach i nie, nie potłukłeś niczego.
- Jak mogłaś ? - zapytał obrażony.
- Ha ha ha . Fajnie jest wkręcać ludzi. Nieprawdaż ? - zapytałam. Na początku nadal udawał obrażonego, ale potem zaczął się śmiać razem ze mną. Powiedział także, że oprowadzi mnie jutro po mieście, opowie o sobie, przedstawi swoich przyjaciół i co najważniejsze przedstawi mi szkolna hierarchię. Wiedziałam już, że zdobyłam nowego przyjaciela. 

0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

Obserwatorzy