SAM
Właśnie
skończyłam się pakować, gdy do pokoju wszedł Michael.
– Mama powiedziała, że masz kończyć się pakować i zejść na dół pomóc w kuchni – oznajmił Michael i wybiegł.
– Mama powiedziała, że masz kończyć się pakować i zejść na dół pomóc w kuchni – oznajmił Michael i wybiegł.
–
Dobrze, już idę – odpowiedziałam sama do siebie.
Michael
to mój młodszy brat. Ma dopiero siedem lat i bardzo się cieszy z przeprowadzki.
Jest wręcz podekscytowany, nie może się doczekać nowego domu. Za to ja nie
cieszę się z tego pomysłu. Jestem zła na rodziców, że się przeprowadzamy.
Przecież tutaj mam przyjaciół, szkołę, ulubione miejsca. Jak mogą mi to
wszystko odebrać? Z zamyślenia wyrwał mnie głos mamy:
– Samantho!
Schodź na dół. Mamy jeszcze wiele do zrobienia.
– Dobrze mamo! Już idę! – Odkrzyknęłam. Kiedy byłam już prawie na pierwszym stopniu zatrzymał mnie głos mamy:
– Dobrze mamo! Już idę! – Odkrzyknęłam. Kiedy byłam już prawie na pierwszym stopniu zatrzymał mnie głos mamy:
– Po
drodze weź parę pudeł.
–
Okej – odpowiedziałam przewracając oczami. Zebrałam wszystkie pudła jakie
znalazłam. Włożyłam wszystkie w jedno i zeszłam na ślepo w dół. Mama kręciła
się w tą i w tamtą, więc bałam się, że się o nie przewróci, więc wsunęłam je
pod stół. Przez kuchnie szedł tata, jeszcze spokojniejszy niż zawsze, aż nie
mogłam uwierzyć. Ale właściwie to w
stylu taty. Zawsze taki był, jest i chyba będzie.
– Dzień
dobry Sam – przywitał mnie o tej wczesnej porze. Była przecież dopiero 6 rano.
–
Cześć, tato – odpowiedziałam jeszcze sennym głosem. – Jak wam idzie?
–
Dobrze. Nie potrzebnie schodziłaś. Mama trochę przesadza. – odparł
– Nie
szkodzi. Przynajmniej się na coś przydam.
Zaczęłam
pakować różne rzeczy do pudeł, poczynając od szklanek i talerzy, kończąc na
sztućcach. Oczywiście pomagał mi tata. Taki spokojny, opanowany. Za to mama jak
z innej bajki. Ciągle gdzieś biega. Jednym słowem – szaleje. Nie wiem co ich
połączyło, ale jestem szczęśliwa, że tak się stało, ponieważ mimo wszystko posiadam
najwspanialszych rodziców na świecie. Najwspanialszych. Najukochańszych.
Najlepszych, jakich można mieć.
Kiedyś
zagadnęłam mamę:
–
Mamo? Jak poznałaś tatę? – Miałam wtedy około trzynaście lat. Było to chyba
jakieś cztery lata temu. Leżałyśmy na plaży i opalałyśmy się. Tata i Michael
pływali w morzu, oddalając się od brzegu coraz bardziej. Mama krzyknęła do
nich, żeby nie odpływali tak daleko i odwróciła się do mnie.
– Poznaliśmy
się jak miałam ponad osiemnaście, a może już dziewiętnaście – zaczęła. – Twój
tata miał wtedy około dwudziestu trzech lat. Zabawna historia. Wychodziłam
wtedy od cioci i Gregor, znaczy twój tata wchodził akurat do mieszkania obok.
Wiesz, moja ciocia mieszkała w hotelu. Myślałam, że kogoś odwiedza, ponieważ
widziałam go po raz pierwszy, a często przychodziłam do cioci, ponieważ była
ciężko chora. To mnie upewniło, że stale tu bywa. Zdziwiło mnie, gdy
spoglądając na mnie powiedział: „Cześć. Jestem Gregor. A ty?”. Wyciągnął do
mnie rękę. Odwzajemniłam uścisk i powiedziałam: „Hej. Jestem Jane.”. Później
zapytał co tutaj robię, ponieważ widzi mnie pierwszy raz. Odpowiedziałam, że
pomagam cioci, która jest ciężko chora. Rozmawialiśmy tak jeszcze parę minut.
Bla. Bla. Bla. Same bzdury – przewróciła oczami, ale się też uśmiechnęła. To
znaczyło, że jednak nie były to bzdury. – Później zaprosił mnie na kawę do
swojego mieszkania. Oczywiście zgodziłam się, ale zdziwiło mnie to, że to jego
mieszkanie. Długo jeszcze tam rozmawialiśmy. W końcu wymieniliśmy się numerami
telefonu, umówiliśmy się parę razy i zrozumieliśmy, że jesteśmy w sobie
zakochani. Po paru miesiącach twój tata mi się oświadczył. Później zaszłam w
ciążę i pojawiłaś się ty.
–
Wow. Ja też tak chcę – mówiłam zazdrośnie.
–
Może spotkasz swojego królewicza, za jakieś pięć lub sześć lat. I będziesz
opowiadać swoim dzieciom jak poznałaś tatę.
Oczywiście
nie wiedziałam, że moja mama może być taka spokojna i opanowana, a mój tata
taki gadatliwy i odważny. Zazwyczaj było odwrotnie. To mama wszystko
załatwiała, a tata siedział i czekał obok. Bardzo dużo nie wiem o swoich
rodzicach. I pewnie się nie dowiem.
Skończyłam
pakować talerze, gdy mama oznajmiła, że zostały jedynie rzeczy z łazienki i
możemy jechać. Poszłam z tatą do łazienki. Spakowaliśmy wszystko w niecałe dwie
godziny. Gdy zapakowaliśmy się do samochodu była trzecia po południu.
Wyjechaliśmy, pozostawiając za sobą nasz dom. Po drodze odwiedziliśmy parę osób
i się pożegnaliśmy. Na tej liście była też moja przyjaciółka Emily. W szkole
już wszystkich pożegnałam, ale z nią musiałam rozstać się w sposób wyjątkowy.
Weszłam do niej ze smutną miną i powiedziałam:
–
Hej – leżała na łóżku z telefonem w ręku.
–
Cześć – odpowiedziała normalnie, jak by się nie stało i odłożyła telefon.
– Przyszłam
się pożegnać.
– Wiem. Zdążyłam zauważyć – uśmiechnęła się. Zaśmiałam się. – Mam dla ciebie prezent, ale nie myśl sobie, że to prezent pożegnalny. My się nie żegnamy – powiedziała to z taką stanowczością, że prawie mnie przekonała. – Pamiętaj, że jak tylko skończę osiemnastkę to do ciebie przyjadę i z tobą zamieszkam. A teraz – wyjęła z szafki mały pakunek. – To dla ciebie.
– Wiem. Zdążyłam zauważyć – uśmiechnęła się. Zaśmiałam się. – Mam dla ciebie prezent, ale nie myśl sobie, że to prezent pożegnalny. My się nie żegnamy – powiedziała to z taką stanowczością, że prawie mnie przekonała. – Pamiętaj, że jak tylko skończę osiemnastkę to do ciebie przyjadę i z tobą zamieszkam. A teraz – wyjęła z szafki mały pakunek. – To dla ciebie.
–
Dziękuję – już chciałam go otwierać, gdy Emily powiedziała:
– Nie
tutaj. Otwórz to ja będziesz w Nowym Jorku. Proszę. Obiecaj.
–
Dobrze. Obiecuję. – Powiedziałam i uśmiechnęłam się.
– A
i jeszcze jedno. Prawie zapomniałam – zaczęła szukać czegoś w biurku. Po paru
minutach odwróciła się i podała mi wisiorek. – To dla ciebie. Ja mam drugi – uchyliła
kołnierzyk koszulki – Żebyś zawsze o mnie pamiętała.
– Och.
Dziękuję. – Odpowiedziałam. Już miałam powiedzieć, że jest cudowna, ale
przerwał mi głos mamy:
– Samantho!
Musimy jechać. Chodź już.
– Dobrze
mamo! Jeszcze chwilkę! – Odkrzyknęłam. – Muszę iść – zwróciłam się do Emily. Uścisnęłyśmy
się, a ona jeszcze na ucho powiedziała mi:
– Pamiętaj
przesłać mi zdjęcia wszystkich chłopaków ze szkoły. Muszę się obeznać zanim tam
pojadę.
– Nie ma sprawy – odpowiedziałam, śmiejąc się. Puściłyśmy się. – Pa –
powiedziałam i poszłam do samochodu.
Gdy odjeżdżaliśmy machała mi ręką, a ja jej. Była
szósta wieczorem, gdy wyjechaliśmy od niej z domu. Godzinę jechaliśmy na
lotnisko. Tam musieliśmy czekać jeszcze 30 minut, ponieważ samolot do Nowego
Jorku był dopiero o 07:30 wieczorem. O 8:00 wieczorem wylecieliśmy z Londynu, a
ja ciągle się zastanawiałam, co może być w paczuszce od Emily.


Zapowiada się nieźle! Czekam na więcej i trzymam kciuki! :33
OdpowiedzUsuńZjadłbym ciasto robione przez ciebie :*
OdpowiedzUsuń