MAX
Wstałem dzisiaj myśląc o Megi. Śniła mi się, więc jak mógłbym o niej nie myśleć. Tak w ogóle to Megi jest moją dziewczyną. I chyba wiem dlaczego mi się śniła. Dzisiaj nasza rocznica! To już 2 lata. A ja nie mam prezentu. Co za wpadka!!! O nie! Jeszcze obiecałem Sam, że ją oprowadzę po mieście i przedstawię Ali, Carta i Meg. Muszę poprosić Ali, żeby ona to zrobiła. Na pewno to zrobi, przecież wie, że obchodzę z Meg rocznicę,a one są wielkimi przyjaciółkami. Musi mi pomóc. Inaczej zostaje tylko Cart. A to będzie zły pomysł. No dobra dzwonię do Ali. Czekam i czekam, a ona nie odbiera. Chyba mam dzisiaj pecha. Dzwonie jeszcze raz. Odebrała!
- Cześć Ali. Mam do ciebie sprawę.
- Siemka. A nie może to poczekać ? Miałam złą noc. Tak ładnie to ujmując. - odpowiedziała
- To nie może czekać. Wiesz, że obchodzę dziś z Meg rocznicę, prawda?
- No tak. A co teraz sobie przypomniałeś? Przecież mówiłam ci, żebyś kupił prezent wcześniej. - mówiła zaspanym głosem, ale jej przerwałem.
- Nie o to chodzi. I tak masz rację. To chciałaś usłyszeć? - powiedziałem.
- Przecież wiesz, że tak. No dobra, o co chodzi ?- zapytała
- Obok mnie wprowadziła się nowa rodzina. Jest tam taka dziewczyna. Ma na imię Sam. Była wczoraj z rodziną na tym głupim przyjęciu powitalnym. No wiesz. Mówiłem wam wczoraj, że się na to spóźniam.
- No tak. Przejdź do rzeczy. - ponaglała mnie.
- No gadałem z nią wczoraj. Znaczy z Sam. I obiecałem, że ją dzisiaj oprowadzę po mieście i przedstawię was.
- Max!! Przejdź do rzeczy!
- Dobra! Już. Zastanawiam się, czy nie oprowadziłabyś jej za mnie? Co? - zapytałem. Mam nadzieje, że się zgodzi.
- Trzeba było tak od razu. Nie mam nic przeciwko. - Udało się! Jeden problem z głowy. - Ale powiedz jej o tym. A i kup ten prezent dla Meg. Jak zapomnisz, będzie wkurzona.
- No właśnie wiem. Tylko nie wiem co jej kupić. - może mi podpowie.
- Wiesz, że lubi bransoletki. No w ogóle lubi biżuterię. Dasz radę. Muszę kończyć. Spać mi się chce. Tylko powiedz mi, jak miała na imię ta dziewczyna? A i ile ma lat i na którą się z nią umówiłeś? Ale tak w skrócie Max.
- Sam, siedemnaście i jeszcze nie ustaliłem godziny.
- Spoko. Niech będzie 3:00 po południu. Na razie. - powiedziała
- Dzięki ci Ali. Będę wdzięczny o końca życia. Na razie. - powiedziałem, a ona się rozłączyła. Dobra. Sam mam z głowy. Tylko pójdę jej o tym powiedzieć. I przy okazji kupię prezent.
Poszedłem do naszych sąsiadów. Zapukałem i otworzył mi pan Parker.
- Dzień dobry panie Parker. Czy jest Sam? Mam do niej sprawę.
- Dzień dobry. Po pierwsze: Mam na imię Gregor, a po drugie: tak jest Sam, ale mogę przekazać, bo aktualnie jest zajęta.
- Za dużo wyjaśniania. Mogę wejść i poczekać? - zapytałem
- Pewnie. Idź od razu do jej pokoju. Wiesz który to?
- Nie bardzo. - opowiedziałem. Skąd miałem wiedzieć?
- Po schodach prosto i pierwsze drzwi po prawo.
- Dziękuję bardzo panie P... Panie Gregor.
- Proszę Max.
Poszedłem na górę do jej pokoju. Zadziwiające było to, że ten dom był urządzony w ten sam sposób co nasz. Tak jakby odbicie lustrzane. Wszedłem do pokoju Sam. Dziwne, że w moim domu ten pokój należy do mnie. Zauważyłem, że siedzi przy komputerze i z kimś rozmawia. Zapukałem w drzwi, żeby mnie zauważyła i powiedziałem:
- Cześć. Mam do ciebie sprawę.
- Cześć. - powiedziała i odwróciła się na chwilę do komputera. - Poczekasz chwilę? Zaraz wrócę. - ta osoba po drugiej stronie najwyraźniej się zgodziła, bo Sam powiedziała - Dzięki. To do zobaczenia za chwilę i nie waż się wychodzić Jason. Na razie.- popstrykała coś na kompie i odwróciła się do mnie. Pewnie gadała ze swoim chłopakiem. - O co chodzi? - powiedziała z uśmiechem na twarzy.
- Pamiętasz, że miałem cię oprowadzić po mieście i przedstawić moich przyjaciół ? - zapytałem
- No pewnie, że pamiętam. A co? Nie dasz rady?
- Skąd wiesz ?
- Po twojej minie. Spoko. Innym razem. - Jej uśmiech nie znikał z twarzy. Nie wiem dla czego nie była na mnie zła.
- Ja nie dam rady, ale może to zrobić moja przyjaciółka. Ma na imię Ali. Jak chcesz może cię oprowadzić i może pozna cię z innymi. Co ty na to?
- Dla mnie spoko. I tak nie mam, co do roboty. Mam tylko trzy pytania. - powiedziała.
- Pytaj śmiało - odparłem. Nie mogą to być trudne pytania.
- Po pierwsze: Przyjdzie po mnie, czy mamy się gdzieś spotkać, albo ja mam pójść do niej?
- Przyjdzie do ciebie. Pytaj dalej.
- O której godzinie?
- O trzeciej. I zostało ostanie pytanie. - mam nadzieję, że nie będzie związane ze mną.
- Dobra. Co to za ważna sprawa, że nie możesz zrobić tego ty? - a jednak.
- No wiesz... - nagle się zaciąłem. Nie chciałem jej tego mówić.
- Ej. Mam prawo wiedzieć. Najpierw mi coś obiecujesz, a później mnie wystawiasz. Powiedz dlaczego. - w sumie to ma racie. Jestem jej coś winien. Ale to moja osobista sprawa. Jak może o coś takiego pytać.
- No więc? - uniosła jedną brew do góry w pytającym geście.
- Moja babcia miała wypadek. Leży w szpitalu. - skłamałem,a Sam spojrzała przenikliwie na mnie, a później robiła się smutna. Czyli, że uwierzyła. Uff.
- Przykro mi. A jak babcia ma na imię? - Max wymyśl coś szybko!
- Elizabeth. - Nic innego nie przyszło mi na myśl.- To mama mojej mamy, jeśli chcesz wiedzieć. - Tylko, że mama mojej mamy nie żyje.
- Pozdrów ją ode mnie. - powiedziała
- Pozdrowię - odpowiedziałem - A teraz już muszę lecieć. Na razie. - powiedziałem
- Poczekaj. Odprowadzę cię.
- Nie musisz. Chłopak na ciebie czeka. Nie będę dłużej wam przeszkadzać. - odparłem, a ona się uśmiechnęła.
- Taką chwilę jeszcze poczeka.
- Jak chcesz - przecież nie będę jej rozkazywać.
- Chcę. - odpowiedziała
Poszliśmy na dół. Powiedziała, że naprawdę mi współczuje i nie ma nic przeciwko, że Ali ją oprowadzi zamiast mnie. Powiedziała też, że się cieszy, że oprowadzać ją będzie dziewczyna, bo pewnie lepiej się dogadają. Wyszedłem ze smutną miną, ale gdy Sam zamknęła za mną drzwi uśmiech zagościł na mojej twarzy. Uwierzyła mi. A już myślałem, że mnie przejrzała. Ale teraz czas kupić prezent dla Meg. Złapałem taksówkę i pojechałem do sklepu z biżuterią, wybrałem najpiękniejszą bransoletkę jaką widziałem, a do tego wypożyczyłem romantyczny film na wieczór. Oczywiście zadzwoniłem do Meg. Zaprosiłem ją do mnie i powiedziałem, że musimy pogadać na poważnie. Mam nadzieję , że napędziłem jej stracha. Gdy wróciłem do domu była 4:00 po południu, więc mam jeszcze dwie godziny na przygotowania. Zrobiłem ulubioną sałatkę Meg i podkradłem trochę ciasta, które zostało z wczoraj. Będzie idealnie. Jeszcze tylko przygotować mój pokój. Trzeba trochę posprzątać. Ale to nie problem. Rodzice w pracy. Pet i Liz u koleżanki mamy. To mamy spokój do 8:00 wieczorem. Potem będziemy siedzieć w pokoju, więc rodzinkę mam z głowy. Teraz tylko się przebiorę i wszystko gotowe. Nagle coś przykuło moją uwagę. Dziwny dźwięk. Dochodził z góry. Poszedłem tam. Dźwięk wydobywał się z mojego pokoju. "Co jest?!?!" pomyślałem. Wszedłem tam ostrożnie, ale dźwięk jakby się przemieszczał i dochodził z .... Z sufitu?!?!? Jak to możliwe skoro nie mamy strychu ?!?!?!?! Ale mamy sufit z podnoszonych płyt. No wiecie o co chodzi? Kurde. Nie wiem jak to się nazywa!!! Trudno. Podniosłem jedną płytę, a tam zobaczyłem źródło dźwięku. Było to średnich rozmiarów lustro na rączce. Jakim cudem lustro może wydawać dźwięki ?!?!?!. Wziąłem je do ręki i nagle dźwięk ucichł. Położyłem je na biurku, przestawiłem płytę na miejsce i zacząłem się zastanawiać, skąd się wzięło, gdy nagle zrobiło się większe,a na nim ukazało się dziwne zdanie:


0 komentarze:
Prześlij komentarz